Udar- zestaw nr.2788
Na drugi dzień Jurij obudził się w swoim łóżku ze strasznym bólem. Przyczyną nie była jednak rana, ale najzwyklejszy kac. Mimo to Lialin poszedł do pracy, ale brygadzista widząc jego stan odprawił go do domu. Po drodze Jurij zasnął w autobusie i kilka razy objechał miasto od pętli do pętli. Gdy wrócił do domu nieco przekąsił i położył się spać. Żona która przyszła z pracy zauważyła, ze z jego pleców wystaje rękojeść noża.
Tego skomplikowanego wyczynu dokonał pewien Australijczyk... Werner Reinhold kupił bilet na loterię w kiosku z gazetami w Sydney. Pierwszy kupon został źle wydrukowany, więc Reinhold poprosił o kolejny - tym razem poprawny. Mężczyzna wrócił do domu, włączył telewizor i odkrył, że wygrał równowartość 1,8 miliona dolarów. Niestety, w kolekturze usłyszał, że jego bilet jest nieważny i żadnych pieniędzy nie dostanie. - Okazało się, że unieważnili prawidłowy kupon, a nie ten, który został źle wydrukowany - wyjaśnia 73-letni dziś Reinhold. Mężczyzna pozwał organizatora loterii i właściciela kolektury. Kilka dni temu sąd przyznał mu rację i dokładnie 1,8 mln dolarów odszkodowania. Co ciekawe, Werner kupił szczęśliwy los w 1995 roku. Widocznie sądy w Australii pracują podobnie jak w Polsce.
vseo.pl
Na co wydać pieniądze, by dały szczęście? Jak wiadomo pieniądze szczęścia nie dają. A czy daje je to, co możemy za nie kupić? Okazuje się, że tak, ale pod warunkiem, że są to doświadczenia - informuje serwis "EurekAlert!". Badacze z San Francisco State University ustalili, że wydanie pieniędzy na bilet do teatru, kolację w restauracji czy ciekawa wycieczkę daje więcej szczęścia niż zakup nowego ubrania lub gadżetu. Poprawa samopoczucia wynika z zaspokojenia potrzeb wyższych niż potrzeba posiadania, m.in. potrzeby więzi społecznych. Osoby uczestniczące w badaniu poproszono o udzielenie odpowiedzi na temat ich ostatnich zakupów. Okazało się, że większość osób wyżej oceniła te zakupy, które pozwoliły im czegoś doświadczyć, niezależnie od ich zarobków i ilości wydanych pieniędzy. - Doświadczenia stanowią kapitał wspomnień. Szczęśliwe wspomnienia nie znudzą nas tak szybko jak rzeczy materialne - mówi autor badań, psycholog Ryan Howell
Brytyjczyk zabrał rodzinę na wakacje do Grecji. Na miejscu okazało się, że do hotelu przyjeżdża tak dużo Niemców, że obsługa nie zadała sobie trudu nauczenia się angielskiego. Od jogi po telewizję - wszystko było po niemiecku. Sprawa trafiła do sądu, który przyznał odszkodowanie! David Barnish na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się wśród Brytyjczyków. Ma 47 lat, rodzinę i dobrą pracę. Jak wielu swoich rodaków, postanowił skorzystać ze swoich oszczędności aby zabrać rodzinę, żonę Karen i trzy córki, na wakacje. Wybór padł na malowniczą wyspę w Grecji. Niestety, wymarzone wakacje okazały się wielkim niewypałem. Dlaczego? Wszystkiemu winni są... Niemcy! Hotel, w którym zatrzymali się nasi bohaterowie, był dosłownie pełen niemieckich turystów. Było ich tak dużo, że trudno było znaleźć jakiekolwiek zajęcie, które nie wymagałoby biegłej znajomości języka Goethego. Od telewizji, przez zajęcia z jogi aż do... instrukcji BHP na basenie - wszystko było po niemiecku. - Próbowaliśmy zapisać się na kurs windsurfingu, moja córka chciała iść do klubu dziecięcego. Nic z tego nie wypaliło, bo wszędzie potrzebny był niemiecki. - mówił zirytowany David. Sprawa wylądowała w sądzie. Pan Barnish odniósł zwycięstwo - w wyroku przeczytać można, że "wycieczka reklamowana w języku angielskim nie może wymagać znajomości innego języka, aby z niej skorzystać". Grzywna wyniosła całe 700 funtów. Przedstawiciele biura podróży, które pechowych Brytyjczyków wysłało na wakacje dla Niemców niechętnie komentują całą sprawę. A wystarczyłoby powiedzieć, że państwo Barnishowie po prostu pojechali na obóz językowy...
Malezyjska astrofizyk Mazlan Othman zostanie pierwszym ambasadorem ONZ do spraw... kontaktów pozaziemskich. Jeśli zatem na Ziemi wylądują zieloni bracia ET i poproszą o kontakt z ziemskim przywódcą, będziemy musieli powiadomić o tym fakcie panią Othman.