Udar- zestaw nr.42200
Włoski farmaceuta z okolic toskańskiej Sieny - Giovanni de Munari - ogłosił, że odtworzył eliksir długowieczności na bazie wina Chianti według znalezionej za szafą XVIII-wiecznej receptury, sporządzonej przez jednego z jego przodków. O winnym eliksirze poinformowały włoskie media. De Munari, właściciel apteki w miejscowości Asciano - jednej z najstarszych we Włoszech - odnalazł recepturę w czasie remontu lokalu. Skrawek papieru, na którym spisano przepis, tak bardzo go zainteresował, że postanowił przygotować eliksir na jego podstawie. I tak powstał preparat, który według zapewnień twórcy ma niezwykłe właściwości, przede wszystkim dzięki dobroczynnemu działaniu czerwonego wina. - Moi przodkowie nie znali nazw składników chemicznych , ale byli pewni tego, że czerwone wino, a zwłaszcza Chianti, jest wielkim dobrodziejstwem - powiedział farmaceuta. Poinformował, że rezultaty badań, przeprowadzonych na jego eliksirze są tak dobre, że zamierza produkować go na skalę przemysłową.
Ponad 2 miliony dolarów zaoferowano już w Internecie za życie mieszkającego w Australii Anglika, który "wystawił się" na aukcję. Do kupienia jest między innymi dom i praca mężczyzny. Dwudziestopięciolatek wystawił swoje życie na licytację po tym, jak stwierdził, że "ma już dość", bo opuściła go żona. Nabywca zostanie przedstawiony przyjaciołom Iana Ushera, będzie mógł zamieszkać w jego domu i zająć jego miejsce pracy, w sklepie z dywanami. Wszystko, co po transakcji zachowa Ucher, to paszport, portfel i ubranie, które ma na sobie. Potem ma zamiar zwiedzać świat. Ian urodził się w 1963 roku w północno-wschodniej Anglii. Miło wspomina swoje dzieciństwo i dorastanie w Barnard Castle. Po ukończeniu szkoły wyjechał do Izraela do pracy. Następnie pojechał do Liverpoolu, gdzie zdobył stopień bakałarza. Jako pedagog-spacjalista pracował dla brytyjskich kolei, prowadząc szkolenia dla nowych pracowników. Po kilku latach razem ze swoją przyjaciółką Bruce założył szkółkę Scarborough Jet Skiing. Później Ian próbował szczęścia jako wydawca magazynu, kierowca ślubnych samochodów, pomocnik kucharza. Do Australii wyemigrował ze swoją partnerką Laurą, gdzie w 2001 roku wzięli ślub.
vseo.pl
Friedrich Balck z Clausethal Technical University zmierzył prędkość, z jaką korek od szampana wystrzeliwuje z butelki. Wg niego, po porządnym potrząśnięciu ciśnienie wewnątrz sięga 2,5 bara, co po zwolnieniu drucianej blokady rozpędza zatyczkę do 40 km/h. Jak donosi szwajcarska gazeta Le Matin, podczas eksperymentu Niemiec posłużył się aparaturą fotoelektryczną i akustyczną, a także badał nacisk wywierany przez korek na kartkę papieru. Naukowiec twierdzi, że hipotetycznie korek mógłby osiągnąć szybkość nawet 100 km/h. Wcześniej nie wolno by było jednak wstrząsać butelką. Zamiast tego musiałaby zaś poleżeć przez jakiś czas na słońcu, co nasiliłoby proces fermentacji i zagwarantowało wzrost ciśnienia do 3 barów. Krytycy wyliczeń Balcka wskazują na kilka istotnych niedomówień. Po pierwsze, nie sprecyzowano temperatury cieczy ani tego, jaki gatunek alkoholu wykorzystano: czy był to prawdziwy szampan, czy zwykłe wino musujące. Po drugie, niektórzy winiarze podają w wątpliwość cytowane przez Niemca ciśnienia. W temperaturze 20 stopni Celsjusza ciśnienie jest ponoć bliższe 6 barom. Ponieważ szampana podaje się schłodzonego do temperatury ok. 5 stopni, warto zwrócić uwagę, jakie warunki panują wtedy w butelce, a te także są odmienne od opisywanych przez Balcka (ciśnienie wynosi nie 2,5, lecz 3 bary).
Serwisy społecznościowe to na świecie chleb powszedni już od dobrych kilku lat, a w Polsce w zasadzie dopiero od premiery pewnego znanego serwisu do odnajdywania szkolnych znajomych. I tu i tu popularność zrzeszania się w grupy, wzajemnego dodawania do znajomych, polecania swoich profili i wysyłania wirtualnych różyczek rosła w tempie geometrycznym razem ze stałym poszerzaniem przedziału wiekowego użytkowników. Nie mieć konta w żadnym serwisie społecznościowym to już prawie grzech, a serwisy takie jak ten wspomniany wyżej sprzyjają, by konto posiadały już kilkulatki. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że wiele firm z branży zgoła odmiennej od IT korzysta z serwisów społecznościowych, by dotrzeć do swoich klientów. Promocje, konkursy, akcje specjalne – to wszystko jest na porządku dziennym. Ciekawie na tym tle prezentuje się jednak najnowsza oferta Burger Kinga, znanej amerykańskiej firmy specjalizującej się w serwowaniu niemal narodowej potrawy USA, czyli hamburgerów. Firma oferuje darmowy kupon na burgera Whooper w zamian za... usunięcie dziesięciu znajomych z profilu Facebook. Oto nadchodzi chwila prawdy dla internetowych znajomości – głosi hasło „promocji”. Co najśmieszniejsze, „poświęceni” dla darmowego posiłku znajomi pojawiają się na liście aktywności w serwisie – Ania poświęciła Johna dla darmowego Whoopera i tak dalej... Niestety kasując wszystkich znajomych z listy nie można przeżyć całego tygodnia nie wychodząc z restauracji Burger Kinga – promocja ograniczona jest do jednego kuponu na konto.
Singapurczyk otrzymał od rodziców oryginalne imię, prosto od jednego z największych superbohaterów w historii komiksu... Nie od dziś wiadomo, że na całym świecie zdarzają się rodzice, którzy swoim dzieciom wybierają oryginalne, egzotyczne lub po prostu dziwne imiona. Nie wiemy co zadecydowało w tym przypadku... To nie żart. Urodzony w 1990 roku obywatel Singapuru nazywa się: Batman Bin Suparman. Jego dowód wyraźnie, w dwóch językach, potwierdza kreatywność jego rodziców. O ile "Suparman? (po arabsku zapisywane "sufarman") jest częstym imieniem, to "Batman" już nie. Może jego rodzice po prostu są miłośnikami komiksów? Lub po prostu sądzili, że w ten sposób przeleją na swojego syna część mocy superbohaterów? A może to tylko żart kogoś z photoshopem? Co Wy o tym myślicie?