Udar- zestaw nr.96733

Rosnącą popularność wieczorowych kursów nauki polskiego na brytyjskich uczelniach tłumaczy to, iż zapisują się na nie głównie mężczyźni, którzy mają polskie narzeczone - donosi "Daily Mail". Zjawisko takie zaobserwowano na uniwersytecie w Cardiff (Walia), gdzie prowadzone od dwóch lat lekcje polskiego dla początkujących miały w poprzednim roku akademickim tak duże wzięcie, że w obecnym zwiększono liczbę klas. - Nauka polskiego ze względu na trudną gramatykę jest prawdziwym wyzwaniem, dlatego wymaga dużego samozaparcia - cytuje pismo Helgę Eckart, która na uniwersytecie w Cardiff koordynuje program nauki języków. - Nauczyciel polskiego powiedział mi, że wielu uczestników kursu ma narzeczone - Polki, co daje im możliwość dodatkowej konwersacji - dodała Eckart.
Śmierć to w życiu jedyna pewna rzecz. Jednak sposób, w jaki nas dosięgnie, nie ma nic wspólnego z pewnością. Z ujawnionych tydzień temu tajnych dokumentów brytyjskiego rządu wynika, że w 1980 roku zlecono naukowcom obliczenie prawdopodobieństwa śmierci Brytyjczyka w wyniku uderzenia spadającej asteroidy. Badania miały na celu udowodnienie opinii publicznej, że energia atomowa jest bezpieczna, a na świecie istnieje masa innych, bardziej śmiercionośnych rzeczy niż pobliski reaktor jądrowy. Kiedy faceci w białych fartuchach zabrali się za obliczenia okazało się, że uderzenie asteroidy okaże się śmiertelne dla jednego mieszkańca Wielkiej Brytanii co... siedem tysięcy lat. Po ujawnieniu tych informacji brytyjski dziennik "The Daily Mirror" pokusił się o przedstawienie kilku mniej lub bardziej prawdopodobnych sposobów spotkania "ponurego kosiarza". I tak: prawdopodobieństwo śmierci w wyniku ataku rekina wynosi 1 do 300 milionów. Co roku około 40 osób pada ofiarą "szczęk". Liczba ta jednak nieustannie rośnie, ponieważ coraz więcej ludzi wybiera na wakacyjny odpoczynek wybrzeża, gdzie mieszkają rekiny. Prawdopodobieństwo, że zginiemy od uderzenia spadającego orzecha kokosowego to 1 do 250 milionów. W ten sposób ginie rocznie około 150 osób. vseo.pl
Szczupłe kobiety kupują ubrania znacznie chętniej, niż panie o bardziej obfitych kształtach. Najnowsze badania dowodzą, że popularny pogląd, iż wszystkie kobiety uwielbiają poprawiać sobie nastrój terapią zakupową, nie jest do końca zgodny z prawdą. Wśród 150 ankietowanych pań, osoby o szczuplejszej sylwetce deklarowały, że czerpią przyjemność z zakupów odzieżowych, podczas gdy panie o nieco wyższej wadze przyznawały, że kupowanie ubrań nie sprawia im zbyt dużej przyjemności, głównie ze względu na stresujące przymiarki.
"Nie chcemy Putina" - tak można zrozumieć tytuł piosenki "We don't wanna put in", którą Gruzja wysyła na majowy konkurs Eurowizji w Moskwie. W środę wieczorem o wysłaniu tego właśnie utworu na konkurs zdecydowali telewidzowie i jury w Gruzji. Piosenkę w stylu disco wykonuje zespół "Stefane&3G" - solista Stefane i chórek trzech dziewcząt. Piosenkarz, który jest też współautorem piosenki, przyznaje, że tytuł jest grą słów, z aluzją do rosyjskiego premiera Władimira Putina. Producent Kacha Ciskaridze dodaje: "Myślę, że wszyscy zrozumieją, co chcemy powiedzieć". Gruzińska telewizja państwowa zaprzecza, by chodziło o przesłanie polityczne. - To (tylko) śmieszna piosenka disco. Nie chcemy skandalu - zapewnia Natia Uznadze z Programu 1. Regulamin Eurowizji zabrania tekstów, wystąpień i gestów o politycznym charakterze. Po wojnie rosyjsko-gruzińskiej o Osetię Południową w sierpniu zeszłego roku Gruzja odmówiła udziału w Eurowizji w Moskwie. Wycofała się z bojkotu w styczniu - jak przekazano, z powodu ponawianych zaproszeń ze strony organizatorów konkursu.
Mężczyzna przez prawie dekadę sądził, że mieszka z prawowitą żoną. Był przekonany, że nie pamięta ślubu, bo w chwili ceremonii był odurzony marihuaną. Po latach para postanowiła się jednak rozstać, a mężczyzna związać z nową partnerką. Dopiero wtedy wyszło na jaw, że poprzedni ''ślub'' nigdy się nie odbył. Historię małżeńską z morałem opisała australijska gazeta ''Syndey Morning Herald''. Mężczyzna i kobieta, których nazwisk nie ujawniono, poznali się i zaprzyjaźnili wiele lat temu. W 1994 roku postanowili razem zamieszkać. Był to jednak związek zawarty bardziej z rozsądku i dla wygody niż wypływający z głębszego uczucia miłości. Postronny obserwator mógłby powiedzieć, że to para przyjaciół lub współlokatorów, a nie małżeństwo. Mężczyzna stwierdził jednak, że skoro mieszkają razem, to musieli wziąć ślub. Nie pamięta wprawdzie szczegółów uroczystości, ale to zapewne z powodu nałogowego palenia marihuany. ''Małżeństwo w wyobraźni'' trwało przez prawie 10 lat. W 2003 roku stosunki między ''małżonkami'' uległy jednak znacznemu pogorszeniu, kłótnie powtarzały się coraz częściej i związek rozpadł się. Tuż przed ostatecznym rozstaniem ''żona'' podsunęła mężczyźnie jakieś dokumenty do podpisania - uznał, że są to papiery rozwodowe. Jak się później okazało, były to papiery związane z wynajmowanym mieszkaniem. Byli już ''małżonkowie'' rozpoczęli nowe życie.